Wiosenny paraliż TME

Paraliż! Gacie ciężkie jak worek ziemniaków, nogi uginają się pod ciężarem ciała, drżą ręce, wzrok jakiś mętny, ciało nie robi tego, co nakazuje głowa. Tak reagują polscy piłkarze na myśl, że mają szansę zostać mistrzami Polski.

Legioniści na razie nie kwapią się do walki o mistrzostwo, ale nikt nie ma ochoty odebrać im lokaty lidera (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)

17. kolejka pokazała, że polski piłkarz uważa, że tytuł mistrzowski może mu jedynie zaszkodzić. No bo po co? Zagra potem taki ogórek w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów i okaże się słabszy od Estończyka, Albańczyka albo Kazacha. Lepiej nieszczęśliwie przegrać na finiszu rozgrywek i wytykać efektowną wpadkę rywala, tłumacząc przy okazji, że gdyby ów ogórek zagrał z tak słabym przeciwnikiem, to nie byłoby mowy o żadnej kompromitacji. To jedyna myśl, która przychodzi do głowy po kolejce cudów, no bo co innego można pomyśleć, kiedy dzieją się takie rzeczy?

Zaczęło się w piątek. Lech Poznań już przed tym meczem deptał Legii Warszawa po piętach i żeby utrzymać dystans, musiał wygrać z Polonią Warszawa. Po świetnym starcie wszyscy byli przekonani, że pójdzie mu gładko, zwłaszcza że pan „Robię przelew” nie zrobił nic, aby poprawić atmosferę w Warszawie. Tymczasem „Czarne Koszule” wykazały się odrobiną zaangażowania i zupełnie zaskoczyły tym poznaniaków. Wiadomo, oni się spodziewali, że przyjdą, poleżą na boisku, pograją w karty i może pokopią przy okazji futbolówkę, a rywal sam się pokona, bo przecież piłkarze drużyny przeciwnej nie dostają wynagrodzenia za grę. A tu niespodzianka, Polonia zwyciężyła 1:0. Aż dziwne, że lechici nie wyrazili swojego żalu w pomeczowych komentarzach, mówiąc, że przeciwnik ich oszukał.

Dzień później szansę na odjechanie rywalowi miała Legia. Zadanie było o tyle ułatwione, że naprzeciwko warszawian stanęła najsłabsza drużyna ekstraklasy – GKS Bełchatów. I co? Bełchatów był lepszy! Legioniści poruszali się jak kulawe żółwie (bez obrazy dla żółwi), zostawiali przeciwnikowi dużo miejsca, licząc na to, że ten potknie się o własne nogi i poda piłkę do legionisty, który zgodnie z przykazaniem strzeli gola. A tu bełchatowianie zawalczyli i zremisowali 0:0.

Przed wielką szansą stanął więc Górnik Zabrze. Zwycięstwo pozwoliłoby czternastokrotnym mistrzom Polski zrównać się punktami z Legią. Jednak zabrzanie, widząc ostatni występ Jagiellonii, doszli do wniosku, że nawet jeśli nie będą wykazywali chęci do strzelenia gola, to przeciwnik im to ułatwi. Tymczasem „Jaga” zaatakowała, strzeliła gola i od tej pory podopieczni Adama Nawałki ze stresu kopali się tylko po czołach. Ta strategia oczywiście nie pozwoliła doprowadzić do wyrównania.

A Śląsk? Też ma szansę na obronę tytułu mistrzowskiego. Jednak zamiast grać w piłkę, zdecydował się na rąbankę z Koroną Kielce. Swoją drogą trzeba przyznać, że to było nawet ciekawe widowisko dla fanów sportów walki, bo choć kopanina może stała na niskim poziomie, to jednak była wyjątkowo intensywna, ale celem było chyba granie w piłkę.

Kto więc sięgnie po mistrzostwo? Ten, kto będzie chciał o nie powalczyć. A o tym, kto powalczy, zadecyduje trener, który uderzy pięścią w stół tak mocno, że cały ten stres będący niepotrzebnym balastem wyląduje w gaciach piłkarzy. Potem tylko zmienić gacie i piłkarze jak nowo narodzeni będą pracować, walczyć i wygrywać. Czyja pięść uderzy pierwsza?

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Wiosenny paraliż TME

  1. Pingback: Ligowa krucjata, odcinek 17 | Oddech Futbolu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s