Ligowa krucjata, odcinek 19.

Hełm na głowę, miecz w dłoń i do boju, czas na kolejną ligową krucjatę! Ale… Hmmm… Z czym tu walczyć? Tym razem ligowcy pokazali, że są dni, kiedy im się chce. A że nie wszystkim wyszło? No cóż, nie można wiecznie krytykować, czasem trzeba też pochwalić. Ale żeby nie było zbyt słodko, jest też Tomasz Hajto!

Piłkarzom Lecha zrobiło się trochę smutno... (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)

Jagiellonia – Polonia

W ostatnich dniach okazało się, że Tomasz Hajto pozjadał wszystkie rozumy i stał się najmądrzejszym futbolowym ekspertem w świecie futbolu. Chłop krytykuje kogo popadnie, a jeśli ktoś choćby muśnie go w jakiejś wypowiedzi to zaraz agresywnie odpowiada na łamach prasy, lub nakłada karę finansową. Tak się stało w przypadku Tomasza Frankowskiego, który w odpowiedzi na wywiad z Hajtą w Przeglądzie Sportowym powiedział – Teraz wiem co o mnie myśli Tomasz Hajto.  10 tysięcy kary – na tyle były reprezentant Polski wycenił te słowa.

Kiedy przyszło do meczu o punkty Frankowski pokazał klasę i już w 3. minucie pokazał wszystkim ile jest wart strzelając gola numer 166. No cóż, można zjadać różne rozumy, mózg karalucha to też mózg…

Co do samego meczu można powiedzieć tyle: Polonia grała, Jagiellonia strzelała. Zwycięstwo białostoczan uchroniło „Hajtowego” przed niechybnym zwolnieniem, ale to prawdopodobnie tylko odłożenie wyroku w czasie. Pewnie do końca sezonu, bo Jadze już nie grozi ani spadek, ani europejskie puchary. Nerwowe ruchy w tej sytuacji nie są wskazane.

Legia – Górnik

Legia Warszawa pokazała w końcu, że chce być mistrzem. Będzie nim, bo Lech Poznań nie potrafi właściwie wykorzystywać swoich argumentów i traci kolejne punkty. Z kolei warszawianie w perfekcyjny sposób wykorzystali swoje mocne strony, obnażając przy okazji braki zabrzan. Efekt? 3:0!

Dodatkowym smaczkiem tego meczu była postawa dwójki prawych obrońców. W Legii na tej pozycji zagrał Bartosz Bereszyński i spisał się bez zarzutu. W Górniku prawej flanki strzegł Paweł Olkowski i trzeba przyznać, że mimo porażki jego zespołu spisał się jeszcze lepiej. Ten zawodnik od dłuższego czasu mówił, że właśnie prawa strona defensywy jest jego nominalną pozycją. Na prawym skrzydle był niezły, ale cień na jego postawę rzucała rażąca nieskuteczność. Grając w defensywie wciąż imponował wejściami ofensywnymi i był świetny w odbiorze piłki. Jeśli poprawi dośrodkowania to będzie najlepszą alternatywą dla Łukasza Piszczka w drużynie narodowej.

Korona – Ruch

Po ostatnim meczu, w którym uzbrojeni w noże i siekiery piłkarze Korony przegrali z Lechią 2:3 wydawało się, że w następnym spotkaniu trener Ojrzyński pójdzie jeszcze dalej i wyposaży swoich piłkarzy w dzidy laserowe. Nic takiego się nie stało. Korona zagrała jak nie Korona! „Scyzoryki” Nienaturalną agresję zostawili w szatni, a na boisku pokazali spokój i wyrachowanie. To przyniosło im zwycięstwo 2:1 z tak zwanym wicemistrzem Polski.

Kilka dodatkowych słów trzeba poświęcić Maciejowi Korzymowi. Ten zawodnik wiosną wypłynął na jedną z najbardziej ciekawych postaci ekstraklasy. Silny, szybki, agresywny, jak cała Korona, ale też świetny technicznie. Być może czas, by swoje walory potwierdził w mocniejszym klubie, bo z całą pewnością poradziłby sobie w Legii czy w Lechu.

Widzew – Zagłębie

Trzy mecze i ani jednego słowa na temat ekstraklasy? (Tomasz Hajto to nie poziom ekstraklasy, przecież on grał w Schalke!) Co to w ogóle za krucjata? Assasyn z Jerozolimy poczuje się zawiedziony, że tym razem po obejrzeniu wszystkich meczów ekstraklasy nie było maksymalnej frustracji, zgrzytania zębów, wyrywania włosów i popijania niebieskiego płynu. Nie byłoby, gdyby nie Widzew i Zagłębie.

Ten mecz wyglądałby podobnie, gdyby piłkarzom nie dano piłki. Ona nie była potrzebna. Zawodnicy obu drużyn i tak motali się bez celu po zielonej murawie nie wiedząc do końca czego od siebie oczekują. Zagłębie bez Pawłowskiego nie wiedziało kto ma w tym zespole grać w piłkę, a Widzew z atakiem Stępiński – Rybicki nie wiedział, że aby wygrać należy oddawać strzały na bramkę. No cóż, nie było wyjścia, niebieska butelka została otwarta.

Lech – Bełchatów

Nie było do końca wiadomo, czy to co się działo pod czas tego meczu było rzeczywistością, czy było to następstwem działania niebieskiego trunku. Wiadomo, że akcje dziwnie się dwoiły i troiły, strzały niebezpiecznie się kumulowały, a uczucie deja vu pogłębiał fakt, że nic nie chciało wpaść do sieci. Do tego jeszcze sytuacja Wacławczyka, której niewykorzystanie mogło być tylko i wyłącznie halucynacją. No i ten Zubas. Litwin w pewnym momencie mógł jawić się jako ośmiornica, która wydawała się nie mieć kręgosłupa i łapała najtrudniejsze piłki wszystkimi mackami po kolei. Żeby sprawdzić czy to się działo naprawdę trzeba było obejrzeć powtórkę.

Okazało się, że Zubas rzeczywiście był tak dobry. Nie dlatego, że Reiss dwa razy trafił prosto w niego, lecz ze względu na świetny refleks, który pokazał choćby przy interwencji rodem z boiska do piłki ręcznej, czy wybiciu jednego ze strzałów na poprzeczkę. Nie gorszy był jednak Burić, który miał może mniej interwencji, ale wszystkie wymagały od niego wspięcia się na najwyższy możliwy poziom. To był zdecydowanie mecz bramkarzy. Ostatecznie wygrał Zubas, bo to przecież Lech walczy o mistrza, a Bełchatów tylko usiłuje przekonać swoich kibiców, że liga jest jeszcze do uratowania.

Śląsk – Podbeskidzie

Niedziela nie była dobrym dniem dla polskiego futbolu. Najpierw tak zwany mistrza chciał udowodnić, że przedrostek „tak zwany” jest dla nich niezwykle obraźliwy, ale po remisie z Podbeskidziem okazało się, że jest jak najbardziej zasłużony. Bielszczanie powinni wygrać, a nie zrobili tego tylko poprzez brak koncentracji w ostatnich minutach meczu.

Śląsk nie ma prawa wygrywać jeśli trener nie wie co się dzieje w jego zespole. Wyraźnie widać, że piłkarze nie chcą grać z Gikiewiczem i nawet kiedy ten jakimś cudem strzela bramkę nikt się z niej nie cieszy. Nikt z wyjątkiem Erica Mouloungui, który nie wie jeszcze co się dzieje w klubie z ulicy Oporowskiej. Dla dobra zespołu trener Levy powinien poświęcić Gikiewicza i wstawić tam kogokolwiek, nawet jakiegoś juniora z Młodej Ekstraklasy. Przynajmniej poprawiłaby się atmosfera.

Wisła – Pogoń

Wisła Kraków. Na ten zespół wyrzucono już tyle pomyj, że każdy chętnie wylałby ich jeszcze trochę. Jeżdżenie po Wiśle stało się modne. Teraz wszyscy czują się zawiedzeni, że muszą szukać sobie innej pożywki, bo Wisła wygrywa. Trzeba jednak zauważyć, że zwycięstwa z Jagiellonią w PP (pozdrowienia dla Tomasza Hajto), Pogonią Szczecin w lidze (pozdrowienia dla Michała Probierza), czy Polonią Warszawa (pozdrowienia dla Pana „Robię przelew”) nie są jakimś wielkim wyczynem. Za dwa tygodnie w Gdańsku będzie nieco trudniej.

Piast – Lechia

Po zwycięstwie Piasta z Lechią na Twitterze od razu rozległy się głosy – jaka liga tacy pucharowicze. To prawda, bo choć Piast momentami pokazuje, że jest solidnym ligowym zespołem i stać go na wiele, to jednak w kontekście europejskich pucharów ten zespół wydaje się być dobrym żartem. A jednak, jeszcze trzy punkty i gliwiczanie znajdą się w pierwszej czwórce. W sumie może to i lepiej, bo jeśli nie oni to kto? Śląsk? Polonia? Przyłączamy się więc do autorów tego hasła i uważnie śledzimy rozwój sytuacji, bo może się okazać, że lada chwila czołówkę dogoni Wisła, a wtedy módl się Levadio Tallin.

No chyba, że przyjdzie Tomasz Hajto i pozamiata. A wtedy módl się Bayernie Monachium.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Ligowa krucjata, odcinek 19.

  1. Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o Hajtę. Z jednej strony – w sumie dobrze powiedział, bo faktycznie z Frankowskim ciężko zrobić pressing z prawdziwego zdarzenia (inna sprawa, czy powinien o tym gadać z dziennikarzami), z drugiej – te kary finansowe są kuriozalne. Sądziłem, że taki facet jak Hajto jest w stanie trzymać szatnię innymi sposobami i w inny sposób zyskuje szacunek piłkarzy, niż karanie jakimiś idiotycznymi grzywnami. Ale tak naprawdę ciężko go jako trenera oceniać jeszcze, dałbym mu ze dwa sezony, bo jednak wydaje się mieć lepszy potencjał niż np. Pan Rumak.

    ps.
    Ciężko się tę czcionkę czyta 🙂

  2. Ja od początku byłem zdania, że Hajto – trener to pomyłka. Jeśli ma się twardą rękę, to trzeba używać jej mądrze, a nie karać za wywiad. Co do Franka to chyba odniósł się do czegoś innego. Hajto powiedział, że Frankowski i Baszczyński byli za słabi by poradzić sobie za granicą i powiedział to w sposób nieco urągający dokonaniom obu piłkarzy.

    Dzięki za radę w temacie czcionki 🙂 postaram się coś pozmieniać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s