Panie trenerze, czas pokazać cojones!

Po meczu z Ukrainą w mediach wybuchła bomba. Najbardziej ugodziła ona  selekcjonera reprezentacji Polski – Waldemara Fornalika. Czy słusznie? Chyba tak, bo od człowieka, który decyduje o kształcie wizytówki naszego futbolu oczekujemy czegoś więcej. Tymczasem po ostatnim meczu ta wizytówka wygląda jak wytarta szmata, na której znajdują się wszystkie możliwe nieczystości. Dlatego więc, zamiast wylewać kolejne pomyje, postarajmy się podsumować sytuacje nieco inaczej niż samą krytyką.

 

Do Fornalika można mieć sporo zastrzeżeń. Pierwsze i najważniejsze pytanie brzmi jaka jest właściwie jego wizja reprezentacji Polski. Wiadomo jakim chce grać ustawieniem, jaką chce stosować taktykę, ale wizja to coś więcej. Wizja to sposób na funkcjonowanie jednostki, którą ma tworzyć cały zespół. Wizja jest zbiorem konsekwentnych posunięć, które zmierzają do udoskonalenia tejże jednostki. Wizja jest tym, co może tchnąć w starą, zardzewiałą futbolową maszynę odrobinę magii. Pora zapytać trenera jaka jest jego wizja, w jaki sposób chce zmierzać do sukcesu, bo jak na razie tej wizji nie dało się zaobserwować gołym okiem.

Wiemy też, że w ostatnim meczu trener nie potrafił zareagować na wydarzenia meczowe i zmiany, których dokonał były albo nietrafione, albo zostały dokonane w niewłaściwym czasie. To bardzo poważny błąd, który nie powinien się przytrafić selekcjonerowi reprezentacji Polski. W trakcie spotkania widać było też, ze rywal nie został właściwie rozpracowany. Grzechów Fornalika można wskazać znacznie więcej, jak nieumiejętne wykorzystywanie meczów towarzyskich, ale już wystarczy. Media już i tak zlinczowały Waldka, więc dokładanie kolejnej cegiełki nie jest potrzebne w kontekście przygotowania do kolejnego spotkania.

Problem słabości reprezentacji Polski jest znacznie głębszy niż mecz z Ukrainą. Pokazał on, że bez wizji i właściwie dobranej taktyki możemy przegrać ze słabszym lub równorzędnym zespołem. Taka jest piłka, bo my też przecież wygrywaliśmy w ostatnich latach z Portugalią czy Włochami. Obecna kadra ma braki, które przeciętna drużyna europejska z inteligentnym trenerem jest w stanie bezlitośnie wykorzystać. Chodzi o defensywę. Ta w meczu z Ukrainą zawiodła na całej linii, nie spisała się też w meczu z Irlandią czy Urugwajem. Wiadomo, że zespół zaczyna się budować od tyłu, a my na tyłach w ostatnim spotkaniu mieliśmy kontuzjowanego Piszczka, nieogranego Wasilewskiego, chaotycznego Glika i Boenischa, który chyba ma uraz psychiczny po występach na mistrzostwach Europy. Do tego ta formacja była wspierana przez młodych i niedoświadczonych Łukasika i Krychowiaka.  Wszyscy myśleli, że mimo wszystko to ustawienie zda egzamin, ale nikt nie wziął pod uwagę faktu, że w Ukrainie też mieszkają ludzie myślący i że przeanalizują oni doskonale słabości Polaków.

Problem nie jest nowy. Od wielu lat w Polsce nie ma dobrych obrońców. Kiedyś grali Jacek Zieliński, Tomasz Kłos czy Tomasz Hajto a dziś musimy posiłkować się Damienem Perquisem i Sebastianem Boenischem. Czy jest aż tak źle? Nie, jest jeszcze gorzej. Na horyzoncie nie widać żadnego utalentowanego obrońcy, który w przyszłości mógłby stać się centralną postacią defensywy. Owszem, w lidze polskiej grają Janicki czy Kamiński, udane mecze miał też Porębski, ale to nie ta półka. Problem więc tylko się pogłębia i wyjścia z tej sytuacji jak na razie nie widać. Jednak zamiast narzekać, postarajmy się poszukać rozwiązania.

W tej sytuacji jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji jest budowa drużyny na podobnych zasadach, jak czynił to Kazimierz Górski. Legendarny selekcjoner stawiał na pewne schematy, które pozwalały nadrobić braki czysto piłkarskie doskonałym zrozumieniem na boisku. Za jego kadencji reprezentacja opierała się na formacjach skomponowanych z piłkarzy jednego klubu jak np. Kasperczak – Szarmach – Lato, czy Ćmikiewicz – Deyna – Gadocha. Dlaczego nie zastosować rozwiązania, w którym linia obrony będzie składać z trójkątów typu Jędrzejczyk – Wawrzyniak – Łukasik. Ci piłkarze zapewne lepiej zrozumieliby się z dwójką piłkarzy Tereka Grozny Komorowski – Rybus, z którymi zna się z występów w Legii. Idealnie w tej strategii pasuje też trio z Borussii Dortmund, lecz w tym przypadku trzeba znaleźć sposób na rozwiązanie problemu Lewandowskiego. A to wcale nie jest rzecz nie do rozwiązania. Skoro Lewy jest sam w ataku, to należy znaleźć takiego ofensywnego pomocnika, który będzie miał umiejętność wejścia w pole karne i oddania strzału. Wówczas trener ma nie tylko większe pole manewru pod katem taktycznym, ale też obrońcy rywala muszą pilnować klasycznej dziesiątki, przez co Lewy może znaleźć ten moment nieuwagi.  Istnieje też opcja cofnięcia Lewandowskiego i wstawienie do ataku Milika, który dobrze gra bez piłki lub Marka Saganowskiego, bo ten znalazłby wspólny język z legionistami. Nie jest to może odkrycie Ameryki, ale przynajmniej jest to jakaś wizja, a nie rzucenie na boisko czterech przypadkowo zebranych obrońców i czekanie co się wydarzy.

Byłem zwolennikiem wyboru Fornalika na selekcjonera, głównie dlatego, że jego rywalami byli jedynie Maciej Skorża, Michał Probierz, Piotr Nowak i Jacek Zieliński. Z tych pięciu szkoleniowców najlepszym wyborem wydawał się być Fornalik. Dalej uważam, że tak właśnie było, ale wiara w trenera powoli słabnie. Po prostu nie przekonał mnie żadnymi argumentami, że jest gotowy na pełnienie funkcji selekcjonera, bo selekcjoner a trener to dwa zupełnie inne zawody. Istnieje też opcja cofnięcia Lewandowskiego i wstawienie do ataku Milika, który dobrze gra bez piłki lub Marka Saganowskiego, który znalazłby wspólny język z legionistami. Nie jest to może odkrycie Ameryki, ale przynajmniej jest to jakaś wizja, a nie rzucenie na boisko czterech przypadkowo zebranych obrońców i czekanie co się wydarzy.

Byłem zwolennikiem wyboru Fornalika na selekcjonera, głównie dlatego, że jego rywalami byli jedynie Maciej Skorża, Michał Probierz, Piotr Nowak i Jacek Zieliński. Z tych pięciu szkoleniowców najlepszym wyborem wydawał się być Fornalik. Dalej uważam, że tak właśnie było, ale wiara w trenera powoli słabnie. Po prostu nie przekonał mnie żadnymi argumentami, że jest gotowy na pełnienie funkcji selekcjonera, bo selekcjoner a trener to dwa zupełnie inne zawody. Wierzę, że w głowie Fornalika istnieje jakaś głębsza myśl, która napędza jego działania. Panie selekcjonerze, czas o tym porozmawiać, a nie chować głowę w piasek i uciekać przed mediami lub wymijająco odpowiadać na pytania dziennikarzy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s