Ligowa krucjata, odcinek 21

Co przyniosła 21 kolejka polskiej ekstraklasy? Dużo goli, więcej klopsów piłkarzy odpowiadających za defensywę i jeszcze więcej tradycyjnej ligowej młócki. Ale oprócz tego było coś jeszcze. Coś, co wstrząsnęło każdym kibicem w Polsce i sprawiło, że futbol już nigdy nie będzie taki sam. Chodzi oczywiście o fakt rzekomo ustawionego meczu i pytania, które zadaje sobie każdy kibic – dlaczego nie obstawiłem?

Ruch – Podbeskidzie

Zaczęło się tak samo jak się skończyło, czyli od spotkania Ruchu z Podbeskidziem. Ten mecz pokazał, że chorzowianie są tak samo żywiołowi co przeciętny truposz podczas sekcji zwłok. Nie widać w podopiecznych Jacka Zielińskiego woli walki o życie, a przecież lada chwila o to życie będą musieli walczyć. Podbeskidzie walczyło i to zupełnie wystarczyło do zdobycia kompletu punktów. A dlaczego tym meczem się zakończyło? O tym później.

Lech – Lechia

Mecz w Poznaniu również odbył się z bukmacherem w tle, ale tym razem w pozytywnym świetle, bo lada chwila STS powinien zostać sponsorem Lecha Poznań. Jeśli się na to zdecyduje to będzie to bardzo odważna decyzja, bo poznaniacy, delikatnie mówiąc, nie grzeszą rozumem w mediach. Bryluje w tym Mariusz Rumak, który raz mówi, że mecz z Bełchatowem jest najważniejszy w sezonie a potem odpowiada, że wygrane spotkanie z Lechią było najgorsze w wykonaniu jego podopiecznych w rundzie wiosennej. Niech ktoś w końcu zabroni temu człowiekowi się wypowiadać, albo wyślę go do Regensburga, bo ze Smudą to się Rumak powinien dogadać.

Inna rzecz, że Lech w końcu wygrał u siebie. Teraz piłkarze zaczną święto, otworzą szampana, stukną się kieliszkami, zbiorą gratulacje i… zostaną powiezieni w Gliwicach.

Jagiellonia – Pogoń

Punkt kulminacyjny dzisiejszej krucjaty – mecz w Białymstoku. Widać wyraźnie, że osoby, które zajmują się obecnie ustawianiem meczu mają mózg na swoim miejscu i potrafią z niego korzystać. Najpierw zastosowano dywersję i podano informację, że mecz I ligi pomiędzy Arką Gdynią i Zawiszą Bydgoszcz będzie (prawdopodobnie) reżyserowany. Później okazało się (prawdopodobnie), że scenariusz napisano do meczu w Białymstoku. Stało się tak dlatego, że przed rozpoczęciem spotkania pojawiła się rzekomo pewna informacja, że w tym spotkaniu będzie czerwona kartka i rzut karny no i oczywiście tak się stało. Po przeanalizowaniu kartek i jedenastki można dojść do wniosku, że sędzia nie musiał podejmować takiej decyzji.

O meczu nie mówiono zbyt dużo, z wyjątkiem Tomasza Frankowskiego, który strzelił bramkę numer 168 i uczcił to eksponując koszulkę z zapisanymi nazwiskami wszystkich asystentów przy bramkach „Franka”. Piękny gest i nawet afera (prawdopodobna) bukmacherska nie umniejsza skali tego wydarzenia.

Śląsk – Górnik

Kiedy już wszyscy mówili tylko o jednym tak zwany mistrz stanął w szranki z Górnikiem Zabrze. Już wszyscy szykowali jajka i zgniłe pomidory, żeby obrzucać wrocławian a ci, zupełnie niespodziewanie, na przekór wszystkim, zaczęli grać w piłkę! Oczywiście pierwszy bramkę strzelił Górnik, ale potem piłkarze Śląska dali prawdziwy popis i nie tylko zwyciężyli, ale nawet zwyciężyli w pełni zasłużenie.

Mimo porażki Górnik wciąż jest głównym faworytem do zajęcia trzeciego miejsca w tabeli. Gołym okiem było widać świetną współpracę Olkowskiego z Nakoulmą, z dobrej strony pokazywał się też Magiera, Cyda wyczyniał Skorupski, aż dziwne, że Górnik w takiej formie przegrał. To jednak dodatkowo podnosi wartość zwycięstwa mistrza (już nie tak zwanego) Polski.

Jeszcze słówko o Śląsku. Eric Mouloungui. Napisano o nim wiele, raz w niego wątpiono, nawet śmiano się z działaczy Śląska, innym razem mówiono, że to może być cenne wzmocnienie zespołu z ulicy Oporowskiej. Reprezentant Gabonu świetnym występem w sobotnim spotkaniu pokazał, że prawdziwe jest raczej to ostatnie stwierdzenie.

Legia – Zagłębie

Legia wygrała. Nic nowego. Z takim potencjałem ludzkim powinna już sobie zapewnić tytuł mistrzowski. Ale tytuł to jedno, a walka o Ligę Mistrzów to drugie.

Ljuboja się wściekł za to, że Jan Urban zdjął go w przerwie i można się założyć o skrzynkę whisky, że to już koniec jego przygody z ligą polską. Taki sam los czeka jeszcze kilku zawodników, w tym Kuciaka i Żewłakowa. Jak więc Legia chce wejść do Europy? A może ambicje prezesa Leśnodorskiego kończą się na wygrywaniu na swoim podwórku? A może człowiek, który jest prawnikiem ma za zadanie odciążyć budżet klubu, choćby kosztem poważnego osłabienia zespołu?

Korona – Bełchatów

Koniec passy Zubasa. Czy to również oznacza, że to już koniec Bełchatowa? Być może. W końcu w kolejnym meczu nie zagra kilku ważnych zawodników. Cała nadzieja w tym, że rywalem będzie niemrawy Ruch Chorzów.

Patrząc indywidualnie na piłkarzy należy powiedzieć o dwóch rzeczach. Po pierwsze Rachwał zwariował – to pewne. Człowiek o zdrowych zmysłach nie uderza łokciem przeciwnika stojącego w murze.  Po drugie Korzym też zwariował. Albo zaraz zwariuje jak go Fornalik nie powoła do reprezentacji. Po takiej akcji, jaką zrobił w meczu z Bełchatowem (pamiętajmy, że wiosną defensywa tego klubu nie dopuściła do straty choćby jednej bramki) selekcjoner musi zrozumieć, że ma do czynienia z kimś, kto może wnieść do drużyny narodowej więcej niż połowa aktualnych kadrowiczów.

Wisła – Piast

Już Wisełka była w domu, już się witała z gąską, już miała zwycięstwo w garści, aż tu nagle ten niewdzięczny Piast Gliwice wziął i zarżnął gęś, przegonił głodnych krakowiaków i wziął sobie trzy punkty do domu. Jak tak można! Przecież Wisła myślała, że jak strzeli gola to przeciwnik zaakceptuje fakt, że tego gola stracił i że jest już po meczu. W powietrzu pachniało skandalem, spodziewano się sankcji ze strony PZPN, reakcji UEFA i interwencji FIFA. Tylko kibice patrzyli z dziwnym spokojem i przekonaniem, do którego już zresztą przywykli, że znów piłkarzom zabrakło profesjonalizmu.  

Widzew – Polonia

To ciekawe. Gdyby tak puścić wodzę fantazji to można powiedzieć, że spotkało się dwóch bezdomnych pozbawionych nadziei na lepsze czasy a mimo to udało im się stworzyć ciekawy spektakl. Jednak fantazja bywa niebezpieczna, bo lada chwila może się okazać, że słowo „bezdomni” jest tu całkiem na miejscu. Niektórzy zawodnicy Widzewa już zostali wyeksmitowani ze swoich mieszkań, a warszawianie też nie mają za co opłacić czynszu. Jednak mimo takich problemów wciąż są oni w stanie porwać kibiców swoją grą. Prawda, że futbol jest pięknym sportem?

To nie koniec krucjaty, bo z ostatnim gwizdkiem meczu w Łodzi kolejka się nie skończyła. Wszyscy żyli meczem w Białymstoku, zastanawiali się na ile ingerencja (prawdopodobna) bukmacherów wypaczyła wynik tego spotkania. I co? I w najmniej oczekiwanym momencie Stefan Szczepłek wyszedł z tezą, że to mecz z Chorzowem mógł być ustawiony! Wspaniała strategia. Rzucić zasłonę dymną przed meczem, żeby nikt nie widział co się święci i zadymić wszystko po jego zakończeniu, żeby nikt nie mógł się skupić na jednym konkretnym spotkaniu by wyciągnąć z niego właściwe wnioski. To jak to było z tymi meczami w Chorzowie i w Białymstoku. Chce nam Pan coś powiedzieć Panie Szczepłek?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s