Górale wygrzebują się z dna, czyli idzie, idzie Podbeskidzie

Dno jest pełne mułu i wodorostów, które wciągają i zatrzymują topielca. Przysłowiowe odbicie się od dna nie jest więc zadaniem łatwym, bo jak można się odbić od czegoś grząskiego. Są jednak tacy, którym się ta trudna sztuka udaje. Nie jest to jednak wynikiem chaotycznej szamotaniny, lecz przemyślanego i konsekwentnego działania. Właśnie tak z dna podnosi się Podbeskidzie Bielsko-Biała.

Jesień w wykonaniu Podbeskidzia była tragiczna. Zaledwie sześć punktów zdobytych w piętnastu meczach było niemal równoznaczne z degradacją. Liga polska pamięta jednak wspaniałe passy, które pozwalały wygrzebać się z mułu i uratować przed degradacją. „Górale” nie zamierzali się poddawać i chcieli pójść śladem Groclinu Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, który w sezonie 1999/2000 utrzymał się dzięki fenomenalnej rundzie wiosennej. Zatrudniono więc trenera, który gwarantował ciężką pracę, i czekano na to, co się wydarzy.

I wydarzyło się. Dariusz Kubicki poprowadził Podbeskidzie w trzech meczach i wyjechał do Rosji, osieracając drużynę walczącą o ligowy byt. Mówiono wtedy, że jest już pozamiatane i bielszczanie na pewno spadną z ekstraklasy, szczególnie że GKS Bełchatów radził sobie wówczas całkiem dobrze.

Kubicki położył jednak podwaliny pod przyszłe sukcesy, wypracował świetną kondycję i obudził w piłkarzach wolę walki do upadłego. Kiedy drużynę przejął Czesław Michniewicz, który przecież pokazał już wiele razy, że wie, na czym polega piłka nożna, ponownie pojawiło się światełko w tunelu. Zawodnicy Podbeskidzia imponowali zaangażowaniem, zadziwiając przy tym żelazną konsekwencją. Ich styl był toporny i nie zakładał w ofensywie szerokiego wachlarza rozwiązań, ale osoba Roberta Demjana w tym konkretnym schemacie gwarantowała zdobywanie bramek. Wszystko szło we właściwym kierunku, aż nagle przytrafił się mecz, który mógł to wszystko zweryfikować – pojedynek z Zagłębiem Lubin.

Początkowo nic nie zapowiadało testu odporności psychicznej piłkarzy Podbeskidzia, ale stracony gol na początku spotkania na pewno wpłynął na nich deprymująco. Na domiar złego jeszcze w pierwszej połowie boisko musiał opuścić kontuzjowany Bartłomiej Konieczny, a Fabian Pawela obejrzał czerwoną kartkę. Grając w dziesięciu, bez czołowego środkowego obrońcy, nie można było myśleć o korzystnym wyniku. Limit pecha miał być już wykorzystany, ale kwadrans po rozpoczęciu drugiej połowy z powodu kontuzji z murawy musiał zejść Dariusz Łatka. Koniec marzeń? Nic z tych rzeczy. Trzy minuty później niezawodny Robert Demjan strzela bramkę i wynik brzmi 1:1. Właśnie takim rezultatem zakończyło się to spotkanie.

Ile ten punkt znaczy dla Podbeskidzia? To tylko jeden punkt, więc na pewno nie wolno się tym faktem zbytnio ekscytować. Jednak okoliczności, w jakich został on zdobyty, pozwalają myśleć pozytywnie o kolejnych meczach. W końcu piłkarze pokazali charakter i w sytuacji, kiedy grali w osłabieniu, bez dwóch kluczowych postaci, potrafili podnieść się z kolan, stanąć oko w oko ze swoim przeciwnikiem i nie dać się powalić na ziemię po raz drugi. Zupełnie jak Rocky Balboa, który nie widział, co się dzieje w ringu, ale mimo to stał na nogach i starał się zadawać kolejne ciosy. Tak walczące Podbeskidzie powinno się utrzymać, a mecz z Zagłębiem jest dowodem dla samych piłkarzy, że to może się stać!

Koniec może się okazać prozaiczny. Podbeskidzie, które będzie resztką sił walczyć o utrzymanie, powinno pozostać w elicie, jednak może się to stać za sprawą Polonii Warszawa. Szanse, że „Czarne Koszule” otrzymają licencję na grę w ekstraklasie w kolejnym sezonie są równie duże jak to, że Janusz Palikot zostanie papieżem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s